Wróć do listy

Ceny nieruchomości w górę. Jest drogo, będzie drożej...


Drogo, drożej, najdrożej. Ceny mieszkań rosną z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. A jak przewidują eksperci - może być jeszcze drożej. Powód? Im gorsza sytuacja inwestorów na giełdzie, tym bardziej atrakcyjną inwestycją wydają się nieruchomości. A im więcej chętnych stoi w kolejce po mieszkania, tym wyższej ceny będą żądać deweloperzy.

Zwroty z inwestycji w nieruchomości są na tyle kuszące, że niektórzy kupują lokale jeszcze przed budową i sprzedają je nawet w trakcie lub chwilkę po jej zakończeniu. Nie bawią się w wynajem, nie bawią w wykańczanie lokali. I nie interesuje ich ryzyko z zamrożeniem dużej gotówki.

W sieci pełno jest ogłoszeń sprzedaży mieszkań na osiedlach, które wciąż są dziurami w ziemi. I wcale nie są to oferty od rodzin, które rozmyśliły się z zakupem. To oferty od tych, którzy chcą szybko zarobić. Skoro z roku na rok cena podskakuje o 10 proc., to znajdą się i tacy, których zadowoli połowa z tego.

Już w tej chwili za mieszkanie trzeba płacić krocie. I tak w Warszawie za każdy metr kwadratowy w styczniu 2020 roku trzeba było wydać średnio 10 tys. 95 zł. Drugie najdroższe miasto w Polsce to Kraków. Tutaj na początku roku trzeba było wydać 9 tys. 105 zł.

Drogo, drożej, najdrożej. Ceny mieszkań rosną z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. A jak przewidują eksperci - może być jeszcze drożej. Powód? Im gorsza sytuacja inwestorów na giełdzie, tym bardziej atrakcyjną inwestycją wydają się nieruchomości. A im więcej chętnych stoi w kolejce po mieszkania, tym wyższej ceny będą żądać deweloperzy.

Zwroty z inwestycji w nieruchomości są na tyle kuszące, że niektórzy kupują lokale jeszcze przed budową i sprzedają je nawet w trakcie lub chwilkę po jej zakończeniu. Nie bawią się w wynajem, nie bawią w wykańczanie lokali. I nie interesuje ich ryzyko z zamrożeniem dużej gotówki.

W sieci pełno jest ogłoszeń sprzedaży mieszkań na osiedlach, które wciąż są dziurami w ziemi. I wcale nie są to oferty od rodzin, które rozmyśliły się z zakupem. To oferty od tych, którzy chcą szybko zarobić. Skoro z roku na rok cena podskakuje o 10 proc., to znajdą się i tacy, których zadowoli połowa z tego.

Już w tej chwili za mieszkanie trzeba płacić krocie. I tak w Warszawie za każdy metr kwadratowy w styczniu 2020 roku trzeba było wydać średnio 10 tys. 95 zł. Drugie najdroższe miasto w Polsce to Kraków. Tutaj na początku roku trzeba było wydać 9 tys. 105 zł.

W Gdańsku metr kwadratowy kosztuje średnio 8,5 tys. zł. We Wrocławiu - 8,3 tys. zł. A w Łodzi - 6,1 tys. zł. To oczywiście tylko średnie. Bardzo często w najbardziej atrakcyjnych dzielnicach danego miasta średnia nie wystarcza.

A może być… zdecydowanie gorzej. I drożej. W ciągu roku ceny urosły od kilku do kilkunastu procent. I dla inwestora lubiącego spekulację to idealna wiadomość.

- Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, blisko 4 na 10 mieszkań jest kupowanych w celach inwestycyjnych. I nikt nie powinien mieć wątpliwości, że to również zainteresowanie inwestorów powoduje wzrost cen - tłumaczy money.pl ekspert rynku nieruchomości Bartosz Turek. - W sytuacji, w której na rynku brakuje mieszkań, każdy dodatkowy chętny do zakupu lokalu powoduje, że ceny nie tylko nie spadają, ale też rosną, a deweloperzy notują rekordowe marże i zyski - mówi.

Inwestorskie zapędy kupujących mieszkania potwierdzał w programie "Money.To się liczy" Jarosław Jędrzyński z serwisu RynekPierwotny.

Giełda dołuje

Coraz częściej polscy inwestorzy po prostu nie mają wyjścia. Im gorzej na giełdzie, tym więcej wątpliwości mają odpowiadając na pytanie, w co inwestować pieniądze. Tym bardziej, że polska giełda ma właśnie nowy problem. I jest nim panika inwestorów związana z koronawirusem pojawiającym się w kolejnych krajach. Pod tym względem nie ma różnicy, czy mowa o giełdzie w USA, czy w Polsce. Tak słabych tygodni giełda w Polsce nie miała od lat.

I wystarczy spojrzeć na efekty ewentualnej inwestycji w największe polskie spółki. Gdyby przykładowy inwestor Jan Kowalski wyłożył 100 tys. zł na portfel akcji dokładnie rok temu, to dziś miałby… średnio 26 tys. zł mniej. Z zainwestowanych 100 tys. zł zostałoby niewiele ponad 74 tys. zł. Indeks WIG20, czyli indeks 20 największych spółek na polskim parkiecie, właśnie notuje roczne minimum. Wyjście z inwestycji dziś to po prostu gigantyczna strata.

Jak sugeruje Bartosz Turek, część inwestorów wymienia podczas wyprzedaży akcje na waluty, część na surowce, niektórzy na bezpieczne obligacje skarbu państwa, a jeszcze inni… pójdą po prostu w mieszkania.

Inwestycja w mieszkanie lepsza niż 10-letnie lokaty

Tym bardziej, że dane nie pozostawiają wątpliwości. Inwestycja w mieszkania w 2019 roku pozwoliłaby zarobić - w najbardziej optymistycznym wariancie - 16 proc. Jak wynika z szacunków Bartosza Turka dla HRE Investments, mieszkania dały zarobić… 10 razy więcej niż lokaty. Nieruchomości w 2019 roku były też lepsze niż obligacje, fundusze inwestycyjne i właśnie wspomniane notowania indeksu WIG20.

- Prawie 20 proc. można było zarobić, posiadając przez cały 2019 rok złoto. Cena uncji w ciągu 12 miesięcy wzrosła bowiem z poziomu prawie 4800 złotych do ponad 5750 złotych - komentuje Bartosz Turek. - Niepewność co do perspektyw światowej gospodarki związana z atakiem koronawirusa doprowadziła już do tego, że obecnie za uncję złota trzeba już płacić ponad 6,5 tys. złotych, czyli najwięcej w historii - dodaje.

Tylko złoto było lepsze niż zakup, wynajem i sprzedaż mieszkania. Taka inwestycja w ciągu roku przyniosłaby wspomniane 16 proc. zysku.

Jak to możliwe? Z szacunków HRE Investments - opartych o dane NBP - wynika, że pod koniec 2018 roku, kupując w stolicy mieszkanie na wynajem, można było liczyć na to, że w formie czynszów trafił na konto właściciela około 5,5 proc. ceny zapłaconej za lokal - i to już po uwzględnieniu wszystkich kosztów czy okresowego braku najemcy.

- Do tego pozytywną zmianą jest wzrost wycen nieruchomości. Z najświeższych danych NBP na temat zmian cen nieruchomości wynika, że w Warszawie używane mieszkania w ciągu roku zdrożały o prawie 10,5 proc. - dodaje. - W sumie daje to potencjalny zysk na poziomie aż 16 proc. w ciągu zaledwie 12 miesięcy - mówi. Efekt? Inwestor, który wyłożył pół miliona, mógłby dziś mieć na koncie 580 tys. zł (przed opodatkowaniem zysku). O ile zdecydowałby się przez rok wynajmować lokal, a później go sprzedać.

Ten z kolei, który skończy na samym wynajmie, co roku inkasuje 27,5 tys. zł. Inwestycja w lokal zwróci mu się po kilkunastu latach. O ile wcześniej też nie skorzysta ze wzrostu wartości mieszkania i się go nie pozbędzie.Ceny mieszkań rosną, a popyt na nie wcale nie malejeZ kolei ci, którzy koniec 2018 roku zakładali przeciętną lokatę, mogą liczyć na… 1,8 proc. zysku (zaledwie 1,5 proc. po opodatkowaniu). Każde 100 tys. zł pozostawione w banku pozwoliło w ciągu roku zarobić 1,5 tys. zł. Zostawienie w banku pół miliona to zysk rzędu 7,5 tys. zł.

Oczywiście czymś innym jest inwestowanie w nieruchomości, a czymś innym pozostawieniem pieniędzy na lokacie.

- Im mniej możliwości mają jednak inwestorzy, tym częściej sięgać będą po bardziej skomplikowane instrumenty. A im więcej z nich pójdzie w mieszkania, tym szybciej będą rosnąć ceny - mówi Bartosz Turek. I zwraca uwagę, że na rynku już pojawiają się rozwiązania, które zrzeszają inwestorów wspólnie wyciągających pieniądze na zakup mieszkań pod wynajem, rewitalizacje kamienic czy budowę całych inwestycji deweloperskich. A to oznacza jedno: ceny mogą dostać nowy impuls do wzrostów.

Zdaniem analityków Credit Agricole Bank Polska ceny nowych mieszkań w siedmiu największych miastach Polski w ciągu najbliższych dwóch lat będą przekraczały średnio 10 tys. zł za metr kwadratowy. Eksperci przy tym zwracają uwagę, że kwestie wykupu lokali pod inwestycję są jednym z kluczowych czynników odbijających się na cenach.


Zródło: https://www.money.pl/gospodarka/ceny-nieruchomosci-w-gore-jest-drogo-bedzie-drozej-gdy-do-akcji-wkrocza-inwestorzy-6484311172724865a.html

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem